Ze złośliwą satysfakcją trzeba stwierdzić, że większość firm, zajmujących się tą usługą, nie ma żadnego pojęcia o genezie pomagania „niedysponowanym ” kierowcom.

To nie  Wielka Brytania była kolebką tego typu firm!!!!

Otóż  we wrześniu 1984 roku niejaki Jean-Marie De Koninck z Kanady, profesor matematyki a jednocześnie trener  Rouge Laval University Or Swim Team, szukał sposobu, aby sfinansować stypendia sportowe dla zawodników. Zwrócił uwagę na to ,że w zatrważającym stopniu przybywa kolizji z udziałem nietrzeźwych kierowców.

Zatrudnił 25 studentów  w formie wolontariuszy, aby zmniejszyć liczbę kierowców , którzy mają problem z autem po wypiciu alkoholu  i niepotrzebnie ryzykują . Swoją działalnością uzyskał poparcie władz   i Policji z Quebec.

Lokalna stacja radiowa ( CHRC ) w ramach sponsoringu, propagowała tą działalność .W pierwszym roku działalności  odprowadzono 463 pojazdy . Właściciel auta nie płacił nic za odprowadzenie samochodu. Jednak niejednokrotnie padała propozycja aby przystąpił , jako wolontariusz do firmy. Bo może przyjdzie noc … kiedy zadzwoni telefon i trzeba pomóc innemu kierowcy.. i to za darmo !!!

W ten sposób, w ciągu 27 lat  organizacja  RED NOSE ( bo to ich nazwa  ) urosła do potęgi !!. Obecnie działa w 95 regionach Kanady . A wszystko to dzięki właściwemu podejściu władz i   uzyskaniu licznych sponsorów !!

Dlaczego RED NOSE  ?

Operation Red Nose to nazwa używana przez Kanadyjskie Siły Zbrojne stacjonujące w Valcartier niedaleko Quebec.Ćwiczenia tych oddziałów są przeprowadzane w lutym. Organizatorzy tego ruchu doszli do wniosku  że nazwa doskonale nadaje się dla wolontariuszy wyznaczonych do  jazdy w zimnych klimatach. Symbolem a raczej logo Organizacji  jest Renifer Rudolf z czerwonym nosem.

A co w siermiężnej Polsce … gdzie władze potrafią tylko doić kasę z kierowców????

Ano … proszę

„Nocni Kierowcy” od 01.06. 1991 roku pomagają kierowcom, którzy z różnych przyczyn sami nie powinni prowadzić samochodu.I nie jest to pomysł „żywcem ” przeszczepiony na polski grunt. Idea powstała niezależnie od tego co jest wyżej napisane.

 

Jest to pierwsza firma tego typu w Polsce i dawnym tzw. „Bloku Wschodnim”. Przez szereg lat naszej działalności zdobyliśmy zaufanie olbrzymiej rzeszy kierowców.  Ciężką pracą , wieloma wyrzeczeniami i poświęceniem, wypracowaliśmy sobie renomę bez pomocy władz !!!

Przekonanie kierowcy do oddania swojego samochodu w nasze ręce w latach 90 graniczyło z cudem. Wychuchane i wypolerowane FSM, FSO, Polonezy były niejednokrotnie dorobkiem życia ich właścicieli. Trudno było wytłumaczyć, że większe zagrożenie na drodze spowoduje „niedysponowany” właściciel niż my.

Zwiększenie bezpieczeństwa na ulicach Warszawy poprzez danie możliwości takim kierowcom spotykało się wówczas z kpinami i szykanami ze strony ludzi i organizacji, które powinny z ramienia Państwa popierać taką działalność.

Traktowano nas jako „Łowców Jeleni”, którzy za komercyjną opłatą wożą „elyty”. Zdani byliśmy wyłącznie na siebie. Żadnej pomocy , ułatwień i ulg w reklamowaniu naszej usługi. Celowo długie kontrole Policji, doszukiwanie się wyimaginowanych usterek w samochodach. Brak jakiejkolwiek reakcji ówczesnego wice-wojewody Warszawy na prośbę o  pomoc w propagowaniu „Bezpiecznych Ulic Miasta” i pomoc w uzyskaniu bezprzewodowej łączności na preferencyjnych warunkach. Brak reakcji ze strony Fundacji „Bezpieczny Kierowca”  P. Hołowczyca. Brak reakcji Dyrekcji naszego największego ubezpieczyciela komunikacyjnego P.Z.U. w celu propagowania „trzeźwej jazdy”….( Dla porównania  Organizacja  Red Nose  jest ubezpieczona poprzez  sponsora Wojewódzkiego Home Car i ubezpieczenia firm).

…………………………

NIE ZNIECHĘCIŁY NAS DO POMAGANIA KIEROWCOM W KRYTYCZNEJ SYTUACJI.

Wystawanie na ruchliwych skrzyżowaniach z ulotkami w rękach, wciskanie „reklamówek” znajomym i przyjaciołom przez wiele lat była naszą codziennością. Czy mróz , czy deszcz , czy upał wpajaliśmy warszawskim kierowcom, że nie muszą ryzykować jazdy samochodem wtedy kiedy nie powinni.

Na efekty tego czekaliśmy ponad 10 lat. Od klienta do klienta„pocztą pantoflową” był podawany numer do firmy jako swego rodzaju novum na rynku. Inwestowanie w reklamę było ponad nasze siły finansowe a poza tym nie dawało zamierzonego efektu z powodu dość wysublimowanego poczucia własności właścicieli aut.

W dobie „komercjalizacji społeczeństwa” , popularności  aut służbowych i świadomości mieszkańców naszego miasta, mamy coraz więcej pracy.

Jednak świadomość to jeszcze nie wszystko. Potrzeba większego udziału władz miasta w propagowaniu tego typu usług.

Łatwo jest karać za jazdę „na bani”, konfiskować samochody , krytykować, potępiać ale upowszechniać profilaktykęto chyba już za duży wysiłek  dla włodarzy Warszawy.

TĄ DROGĄ APELUJĘ DO WŁADZ MIASTA I POLICJI:

NIE RZUCAJCIE NAM KŁÓD POD NOGI. DZIAŁAMY W DOBREJ WIERZE I ZA NIEWIELKIE PIENIĄDZE. NIE UPATRUJCIE W NAS „PRYWACIARZY”!

POMÓŻCIE NAM A TYM SAMYM WSPÓLNIE ZMNIEJSZYMY ILOŚĆ ŚMIERTELNYCH WYPADKÓW W WARSZAWIE Z UDZIAŁEM NIETRZEŹWYCH KIEROWCÓW!

Grzegorz Konecki

Właściciel firmy